Biznes online kontra biznes online. Jak nie dać się wrobić?

  • January 21, 2019
  • BIZNES
  • 0 Comments
  • karolina.valim

Handlarze marzeń, międzynarodowi managerowie, zdjęcia gotówki, szybkie fury, obietnica luksusu, dobrobytu, splendoru. Gruszki na wierzbie. Czyli dlaczego w biznesie online, jak w każdym biznesie, trzeba po prostu pracować na swoje, a nie dać sobie zamydlić oczu?


Każdy wtajemniczony instagramowicz wie, że na Instagramie ważne są tematyczne hashtagi.

Napisałam posta. O strategii budowania kursów online. Chyba dobry, myślę sobie. Chyba przydatny. Ale oczywiście zweryfikują to moi odbiorcy. A żeby zweryfikowali, muszę im o poście dać znać. Pomachać przed oczami internetową flagą. Macham więc na Facebooku. Na grupie. Piszę newsletter. Sięgam do moich wszystkich kanałów, aby post się niósł.

Czas na Instagram. Tworzę grafikę, aby było jasne i wiadome, co żem poczyniła. Dodaję opis i hashtagi związane z tematem. Zazwyczaj zbiór tych samych sloganów: #biznesonline #kursyonline #zarabianieonline. 30 takowych ląduje pod moim postem.

Czekam. Wiem już, że za chwilę pod postem zrobi się cyrk. Janusz komentuje, że ogień i że mam super profil. Jacek, że pomoże mi dorobić sobie online. Marta, że jestem cool i zaprasza mnie do siebie. Krzysiek, że da mi tipy z marketingu.

Wchodzę na profil Jacka, Janusza, Marty, Krzyśka. Od razu widzę wspólne mianowniki:

  • ponad 2000 obserwowanych świadczy o używaniu botów. Żadna z tych osób tak naprawdę nie skomentowała sama z siebie mojego zdjęcia.
  • pod zdjęciami mocno wyświechtane cytaty o sukcesie.
  • same zdjęcia to festiwal bogactwa: pozowanie przy drogich samochodach, chwalenie się egzotycznymi wakacjami, foteczki z wachlarzem gotówki w dłoni.
  • dziwne skriny z rzekomymi zarobkami w $$.
  • hashtagi w stylu #hajszneta
  • obietnice zdradzenia tajemnicy szybkich zarobków…
  • …ale tylko “na priv”. Publicznie nie ma o tym mowy.
  • linki do podejrzanych stron.


Jedna z wielotysięcznych facebookowych grup dla matek. Dzień, jak codzień.

Mamy toczą nieustanne dyskusje. O to, jakie mleko najlepsze, co na kolki, czy szczepić, w czym dziecko przewozić, co na odparzenia. Wśród zalewu publikacji, przynajmniej kilka dziennie z uprzejmym zapytaniem, co można robić na macierzyńskim.

Wcale mnie to nie dziwi, bo przez pierwszy rok moja córka spała tak dobrze, że miałam mnóstwo czasu na wszystko. W rok można rozkręcić naprawdę fajny biznes, nawet mając do dyspozycji jedynie te 2 godzinny dziennie, podczas drzemki bobasa.

Mamy chcą działać, ale potrzebują nakierunkowania, podpowiedzi. Są zdolne, mądre, mają różne zawody i różne doświadczenia. Jedne szyją, drugie uczą języków, jeszcze inne znają się świetnie na HR.

Chciałyby założyć firmę, poznać meandry działalności nierejestrowanej, zdobyć darmowe dofinansowanie. Piszą więc posty, pytają o poradę, inspirację, rzetelną informację. Gdzie się mają pytać? Grupa pełna innych mam to pierwsze miejsce, które przychodzi im do głowy.

I w odpowiedziach pod postem zaczyna się zwykle eldorado. Jakiekolwiek pomocne, sensowne treści giną w gąszczu komentarzy o treści “priv”. Wystarczy wejść na profil “privującej” mamuśki, aby w sekundę się połapać, jak będzie brzmiała treść wiadomości od niej.

Wszystko opisane w taki sposób, że człowiek myśli, że Pana Boga za nogi złapał. Slogany w bio: międzynarodowy biznes, ceo międzynarodowego biznesu, niezależność, spełnienie, bogactwo, biznes XXI wieku, jestem własną szefową, własna firma, kobieta boss, liderka, biznes online. W tle zdjęcia domków na wodzie na Bali, doniosłe cytaty, gotówka, dziesiątki komentarzy pochwalnych pod zdjęciami.

No po prostu gruszki na wierzbie. Jak można nie skorzystać z takiej oferty?

Dopiero przy bliższym kontakcie okazuje się, że zarobki są, ale dla nielicznych. Że najpierw musisz wyłożyć własne pieniądze “na start”, że zyski przychodzą (jeśli w ogóle), dopiero po czasie. Dowiadujesz się, że aby zarobić, musisz przez Internet sprzedać magiczny aloes, kosmetyki, cudowne koktajle odchudzające.

Konkretnie oznacza to, że będziesz pracować w marketingu sieciowym, czyli pewnego rodzaju piramidzie finansowej.

Ja Cię nie osądzam, zarabiaj, jak chcesz. Zarabiasz świetnie z MLM? Brawo.

Natomiast problem z tego typu biznesem polega na tym, że wciska fałszywą wizję sukcesu. Kłamie, że uczyni Cię osobą niezależną, swoi własnym szefem, królem życia. W tego typu biznesie nigdy nie będziesz niezależna. Pracujesz dla kogoś, ktoś ma z Ciebie wielkie zyski, musisz wyrabiać normy, wykonywać czyjeś polecenia.

A przecież w tym prawdziwym biznesie online chodzi o to, że to Ty masz mieć wielkie zyski.

Dla siebie! Nie dla kogoś wyżej na drabinie. Ty naprawdę masz być swoją własną szefową! Ty naprawdę masz mieć własną firmę, do jasnej cholery! Firmę etyczną, wartościową, uczciwą i opartą na tym, co umiesz najlepiej. Na Twojej wiedzy, pasji, wykształceniu, a nie na konieczności stosowania uciążliwego marketingu i pustych sloganów.

Jeśli gubisz się nieustannie w tym gąszczu niebiańskich ofert, obietnic szybkiego hajsu, sukcesu i luksusów, rozsyłanych przez niestrudzone boty… wypisz sobie swój cel na lustrze i patrz na niego codziennie rano.

Chcesz mieć własny biznes online? To buduj własny biznes online! Ucz się, jak robić kursy, ebooki, webinary, konsultacje, mentoring. Ucz się, jak wykorzystywać własną wiedzę, aby faktycznie żyć niezależnie.

Bez ukrytych kruczków.

Karolina Valim

karolina.valim

Moją pierwszą firmę założyłam w wieku 24 lat, a w kursach online rozsmakowałam się chwilę później. Buduję, rozwijam, planuję kursy oraz inne produkty cyfrowe w...Brazylii. A obecnie również w Polsce. Moje top 3: kawa, kawa i jeszcze raz kawa.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *